Wszystko zaczęło się dwa tygodnie wcześniej, jeszcze w Mumbaju, ostatniego dnia pobytu na Couchsurfingu. Nasza gospodyni Shuba co chwilę przynosiła nam nowe lokalne przysmaki do spróbowania. Z jedzeniem i wodą w Indiach byliśmy ostrożni tym bardziej, że z każdej butelki wody krzyczały napisy „Sprawdź przed wypiciem, czy butelka nie była wcześniej otwarta" albo „Zawsze po wypiciu wody zgnieć butelkę, aby zapobiec sprzedaży uzupełnianej wody". Niestety, któraś z przekąsek zjedzonych w Mumbaju musiała być zdradziecka, bowiem rozpoczęła problemy jelitowe Oli, które trwały przez tydzień. Gdy wydawało się, że sytuacja jest opanowana, zaczęła kaszleć i dostała kataru. Trwało to aż do Jaipuru.
