Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Palawan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Palawan. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 września 2019

Filipiny autostopem i skuterem, czyli raj na ziemi

Filipiny autostopem i skuterem, czyli raj na ziemi

Na Filipinach widoczny jest wpływ kolonializmu, który ukształtował kraj w stopniu, jakiego jeszcze nie doświadczyliśmy. Historia kraju, którą opowiadają zarówno mieszkańcy, Wikipedia i przewodniki zaczyna się od Magellana (to tu, na wyspie Cebu, Magellan zginął z rąk wodza Lapu-Lapu), a dalsze jego losy to przechodzenie z rąk do rąk kolejnych okupantów. Każde z rządzących tym terenem mocarstw zostawiło coś swojego, co nierozerwalnie wrosło w tkankę kraju. Po Hiszpanii zostały imiona, nazwiska, nazwy i brzmienie języka (na Filipinach nie ma jednego filipińskiego – podobnie jak w Indiach, każda wyspa, każdy region posługuje się własnym odmiennym dialektem). Po USA, mimo okupacji przez jedynie 26 lat, oficjalnym językiem został angielski, w nim jest spisane prawo (co nie oznacza, że większość osób w nim mówi) oraz zamiłowanie do koszykówki. Na każdym rogu widać grające w kosza osoby, w każdej miejscowości jest parę sporych boisk z zadaszeniem, trybunami i oświetleniem (dotowanych przez rząd, więc wszystkie wyglądają tak samo).
W czasie lotu wyglądało to znacznie lepiej! Wszędzie wysepki, dramatyczne chmury i czerwone niebo
Filipiny przywitały nas dwojako – turbulencjami i burzami za oknem samolotu oraz najpiękniejszym wschodem słońca jaki widzieliśmy (właściwie Ola, bo Krzyś co chwilę zasypiał). Na wyspy lecieliśmy przez całą noc i prawie w ogóle nie spaliśmy z powodu przesiadki w Manili między 2 a 4 w nocy.